Święty dla wszystkich

Z ks. Jarosławem Klimczykiem CRL, odpowiedzialnym za peregrynację relikwii bł. Stanisława Kazimierczyka, rozmawia Małgorzata Pabis

Jakie przesłanie dla nas, ludzi XXI wieku, niesie kanonizacja człowieka, który żył w XIV wieku?
- Stanisław Kazimierczyk będzie kanonizowany dziś po to, aby jeszcze raz udowodnić człowiekowi szukającemu szczęścia, że pogoń za tym, co materialne, za sławą, pieniędzmi, przyjemnością, na dłuższą metę nie daje szczęścia, zabiera pokój, pogodę ducha, radość, dobre samopoczucie. Stanisław Kazimierczyk był szczęśliwy i wolny, bo dla niego jedynym autorytetem był miłujący Bóg. Przykład jego życia dowodzi, że czynienie dobra daje wewnętrzną siłę. Akumulatory życia ładował dobrymi czynami, uprzejmością, cichością, pokorą, cierpliwością i miłością. Poświęcał swoje życie potrzebującym, a do tego był, jak pisali o nim biografowie, "dowcipny i we wszystkim bardzo miły".

Nowy polski święty to owoc dobrego wychowania przez rodziców...
- On sam jest świadectwem, że dobre wychowanie dziecka, dające radość rodzicom i szczęście samemu dziecku, polega na zdrowej miłości i na byciu z dzieckiem, a nie na sprawach materialnych. Matka bł. Stanisława często chodziła z nim do kościoła i razem z nim się modliła. Pociągnęła syna do Boga i pobożności. Ojciec bł. Stanisława kochał wszystkie te chwile, które mógł spędzić z synem. Ponieważ był człowiekiem prawym, nauczył Stanisława uczciwości. I takie połączenie pobożności i uczciwości sprawiło, że syn państwa Sołtysów wyrósł na szczęśliwego i świętego człowieka. Stanisław Kazimierczyk udowodnił swoim życiem, że aby być świętym, niekoniecznie trzeba zrobić coś nadzwyczajnego. Wystarczy bez zbędnych pytań i kombinacji żyć tak, jak pokazał Jezus Chrystus w Ewangelii.

Wpływ na formację bł. Stanisława Kazimierczyka miało też życie zakonne, wspólnotowe...
- Dlatego człowiekowi XXI wieku nowy święty pokazuje, że we wspólnocie jest niezwykła siła. Współczesny człowiek jest osamotniony, opleciony kablem internetowym, ogranicza się do wirtualnych kontaktów i załatwiania połowy spraw na odległość. Kazimierczyk pociąga ludzi do budowania więzi wspólnotowych w rzeczywistości i codzienności, aby wyzwalać się z lęku, bezsilności, depresji. Najsłabsza wspólnota jest lepsza od najmocniejszego osamotnienia. Wspólnota to lek na niszczący egoizm i mało skuteczny w praktyce indywidualizm.

Znamienne jest też to, że nowy polski święty nie uciekał od cierpienia.
- Naśladowanie Ukrzyżowanego uczyniło ze Stanisława Kazimierczyka prawdziwego mężczyznę. Zmieniał to, co mógł, a jeśli czegoś nie potrafił zmienić, to z tym się godził. Nie bał się choroby, cierpienia ani śmierci. Ważniejszy był dla niego człowiek. W dobie kryzysu męstwa to imponujący wzór dzielnego i odważnego mężczyzny.

A za co osobiście Ksiądz podziwia swego współbrata Stanisława?
- Za godziny spędzone nad Ewangelią. Wstawał nawet w nocy. On mi mówi: nie poddawaj się, żyj codziennie Pismem Świętym, a będziesz szczęśliwy, będziesz wiedział, jak żyć, i będziesz światłem dla innych. Podziwiam go za wiarę w Eucharystię. On dużo więcej widział w tej Wielkiej Tajemnicy Wiary niż ja. I za jego pokorę. Był wielkim profesorem pochodzącym z zamożnego domu, który zmywał gary z nowicjuszami, prał habity, przyjmował gości. A wszystko to robił - jak pisze historyk Stefan Ranathowicz - "z wesołym i wdzięcznym sercem". Był święty, a często korzystał ze spowiedzi. Podziwiam go również za to, że przez cały dzień mimo natłoku różnych wydarzeń miał naturalny kontakt z miłującym Bogiem. Miał wyrobioną samodyscyplinę. Pilnował się, aby nie ulec lenistwu. Był wierny modlitwie i nauce własnej. I wszystko to było w nim naturalne. Wypływało z wiary. Bardzo czcił Maryję. To chyba dzięki swojej matce, która zapewne była do Maryi podobna.

Komu może patronować nowy święty?
- Błogosławiony Stanisław Kazimierczyk jest dla wszystkich, bo zajmował się tymi wszystkimi, którzy pojawili się na drodze jego życia, i tym wszystkim, co go spotkało. To święty uniwersalny. Jest świetnym opiekunem "ciągle będących w biegu" biznesmenów, dziennikarzy, polityków, studentów, uczniów... i zakonników. Uczy, jak żyć na pełnych obrotach i nie zwariować. Błogosławiony Stanisław może być patronem przyjaciół: cenił przyjaźń, tworzył ją i czerpał z niej siłę. Umiał rozsądnie dobrać sobie przyjaciół, którzy byli dla niego wsparciem i siłą.
Po artykule w "Naszym Dzienniku", w którym zostało opisane, jak otrzymałem łaskę uzdrowienia z boreliozy, zwróciło się do mnie kilka osób chorych na boreliozę z różnych stron Polski. Stanisław Kazimierczyk może dawać im nadzieję.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 16-17 października 2010, Nr 243 (3869)

Nieprzerwalność kultu

Z o. Szczepanem T. Praśkiewiczem OCD, promotorem sprawiedliwości w trybunale powołanym w sprawie otwarcia sarkofagu z relikwiami bł. Stanisława Kazimierczyka CRL, rozmawia Małgorzata Bochenek

Na kanonizację bł. Stanisław Kazimierczyk czekał kilka wieków. Jak przebiegał prowadzony w jego sprawie proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny?

- Proces ten był tzw. procesem historycznym, gdyż świętość bł. Stanisława była udowadniana nie na podstawie przesłuchań świadków jego życia, ale na podstawie dokumentów, z których wynika nieprzerywalność jego kultu do naszych czasów. Społeczność Krakowa zaliczała go do grona świętych mężów XV stulecia, zwanego powszechnie Felix seculum Cracoviae. Grono to tworzyli święci - Jan Kanty i Szymon z Lipnicy, oraz Słudzy Boży zwani błogosławionymi - Izajasz Boner, Michał Giedroyć, Świętosław Milczący i właśnie on - Stanisław Sołtys zwany Kazimierczykiem, gdyż na Kazimierzu się urodził i żył. Sławą świętości bł. Stanisława zainteresował się szczególnie arcybiskup krakowski Karol Wojtyła, który pragnął doprowadzić do jego formalnej beatyfikacji. W tym celu, w porozumieniu z zakonem Księży Kanoników Regularnych Laterańskich, nawiązał kontakt ze Stolicą Apostolską. 15 grudnia 1971 r. mianował nadto Komisję Historyczną, aby zgromadziła i przeanalizowała dokumentację dotyczącą błogosławionego. Prace komisji trwały długo, bo były bardzo rzetelne. Dopiero w marcu 1986 r. przedstawiła ona ks. kard. Franciszkowi Macharskiemu wyniki swoich poszukiwań, potwierdzając ciągłość i aktualność kultu bł. Stanisława. Ksiądz kardynał postanowił więc rozpocząć w archidiecezji proces kanoniczny w celu urzędowego wykazania nieprzerywalności tego kultu. Jego zamknięcie nastąpiło w 1988 roku w bazylice Bożego Ciała, przy doczesnych szczątkach błogosławionego. Akta procesu przekazano następnie Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Wszystkie gremia na tym etapie procesu wypowiedziały się pozytywnie co do stosowności ogłoszenia Stanisława Kazimierczyka błogosławionym, na zasadzie stwierdzenia ciągłości jego kultu "od niepamiętnych czasów". Beatyfikacja pod przewodnictwem Jana Pawła II odbyła się na placu Świętego Piotra w Rzymie 18 kwietnia 1993 roku.

Do kanonizacji bada się cud, który nastąpił po beatyfikacji. W tym przypadku nie zostało to zachowane. Dlaczego?

- Proces beatyfikacyjny bł. Stanisława Kazimierczyka był prowadzony - jak już powiedziałem - jako proces historyczny. Taki sam wymiar przyjął też jego proces kanonizacyjny. Beatyfikacja z 1993 roku spowodowała wśród wiernych jeszcze większe zainteresowanie jego osobą i przesłaniem. Współbracia zakonni błogosławionego zauważyli wzrost łask, jakie otrzymywano za jego przyczyną i wpisywano je do księgi znajdującej się przy jego relikwiach. Postanowili więc wszcząć starania o kanonizację błogosławionego. W tym celu przedstawili Stolicy Apostolskiej do zatwierdzenia domniemany cud, który dotyczy uzdrowienia Piotra Komorowskiego w 1617 roku. Tenże cud polegał na przywróceniu wzroku. Wspomniany Piotr Komorowski stracił jedno oko i pojawiło się niebezpieczeństwo ślepoty poprzez utratę wzroku w drugim oku. Dzięki modlitwie do bł. Stanisława wzrok mu ocalał. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych, po wstępnym zapoznaniu się z dokumentacją dotyczącą tegoż uzdrowienia, poprosiła Postulację Zakonu o wykaz ciągłości łask otrzymywanych przez wiernych za przyczyną bł. Stanisława od jego śmierci aż do dziś.

I prośbę tę spełniono...

- Tak, wskazując także na łaski odzyskania zdrowia za wstawiennictwem błogosławionego w 2002 r. przez Jerzego Zaroda czy w 2008 r. przez Wandę Wasilewską. Biorąc pod uwagę tę ciągłość łask, Stolica Apostolska zbadała kanonicznie domniemany cud uzdrowienia Piotra Komorowskiego. 20 grudnia 2009 r. Ojciec Święty Benedykt XVI podpisał dekret o autentyczności wspomnianego cudu, co otwarło drogę do kanonizacji bł. Stanisława Kazimierczyka. Jej datę, po konsystorzu z 19 lutego 2010 r., wyznaczono na 17 października 2010 r. w Rzymie.

Dziękuję za rozmowę.


Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 16-17 października 2010, Nr 243 (3869)

M. Bochenek: Kanonicy Regularni Laterańscy

Posługa Kanoników Regularnych Laterańskich - jak sama nazwa wskazuje - związana była z bazyliką św. Jana na Lateranie, gdzie mieściła się stolica biskupa Rzymu. Na nich spoczywał obowiązek dbania o liturgię pod przewodnictwem Papieża. Do dzisiaj liturgia zajmuje centralne miejsce w duchowości tego zakonu.

W blisko już tysiącletniej historii w różnych miejscach na świecie właśnie ta forma posługi ludowi Bożemu stała się jedną z najważniejszych ich misji.

"Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne" - według tych słów z Dziejów Apostolskich pragnął żyć św. Augustyn, który założył pierwsze zgromadzenie księży wybierających życie wspólnotowe. To jego duchowość wywarła decydujący wpływ na Kanoników Regularnych Laterańskich, jego regułę przyjęli za swoją. Pierwsze wspólnoty kanonickie zaczęto zakładać w IV i V wieku. Jednak struktury zakonu kanoników wykształciły się dopiero w wieku XI. Rok 1059, kiedy odbył się synod laterański, przyjmuje się za datę uporządkowania zakonnych struktur. Co ciekawe, z tego zakonu wywodzi się około stu świętych i błogosławionych.

Obecnie w Polsce istnieje 13 kanonickich klasztorów, które podzielono na pięć kanonii: w Krakowie, Drezdenku, Ełku, Gietrzwałdzie i Mstowie. W Krakowie bije serce polskich Kanoników Regularnych Laterańskich. Przy kościele Bożego Ciała na Kazimierzu (wówczas pod Krakowem) osadził ich w 1405 roku król Władysław Jagiełło. Od tego czasu sprawują pieczę nad tym miejscem. W 1952 roku została utworzona prowincja polska, jej dom prowincjalny znajduje się właśnie w Krakowie. Papież Jan Paweł II podniósł ich kościół do godności bazyliki mniejszej. To tutaj w bocznym ołtarzu po lewej stronie spoczywają doczesne szczątki przyszłego świętego Stanisława Kazimierczyka.

Małgorzata Bochenek

Ks. Piotr Walczak CRL: Wypowiedź

Dzisiaj rzadziej spotykamy oficjalne prądy negujące istnienie Boga pod postaciami chleba i wina. Współczesną formą negacji Chrystusa Eucharystycznego jest to, że niektórzy katolicy rzadko przyjmują Komunię Świętą.

Zdarza się, iż wielu z nas pyta o potrzebę częstego Jej przyjmowania. Ta kanonizacja winna nam wszystkim przypomnieć wartość Eucharystii. Kanonizacja wewnętrznie bardzo koresponduje z postawą naszego Papieża Benedykta XVI. Jestem pod ogromnym urokiem Ojca Świętego i jego pokory wobec tajemnicy Najświętszego Sakramentu. Papieże ostatnich lat: Paweł VI, Jan Paweł II oraz obecny, bez słów uczą nas adorować, uczą nas kochać Eucharystię. Tego uczy nas także nasz nowy święty.
not. MB


Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 16-17 października 2010, Nr 243 (3869)

M. Bochenek: Dzieło jego życia zapisane w sercu Boga

Podczas uroczystości beatyfikacyjnych Stanisława Kazimierczyka w Rzymie 18 kwietnia 1993 roku Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział, że pamięć o jego świętości nadal żyje i owocuje. Po siedemnastu latach od wyniesienia go do chwały ołtarzy świętujemy kanonizację bł. Stanisława Kazimierczyka, kapłana Kanoników Regularnych Laterańskich, którego życie związane było z Krakowem, z klasztorem i kościołem Bożego Ciała na Kazimierzu.

- Kanonizacja współbrata jest głębokim przeżyciem. Dla nas, zakonników, to ogromna radość, że jeden z nas zostaje świętym, i potwierdzenie, iż droga powołania zakonnego ma sens, że tą drogą można dojść do realizacji własnego człowieczeństwa - mówi ks. Piotr Walczak CRL, proboszcz parafii Bożego Ciała na Kazimierzu.
Stanisław Sołtys, zwany od miejsca pochodzenia Kazimierczykiem, żył w XV wieku. Urodził się 27 września 1433 roku w Kazimierzu koło Krakowa, w rodzinie mieszczańskiej, która znana była z ogromnej pobożności. Czynnie uczestniczyli w życiu parafii Bożego Ciała na Kazimierzu, gdzie posługę duszpasterską już wtedy pełnili kanonicy regularni.
- Kościół, dziś bazylika, Bożego Ciała od przeszło pięciu wieków jest sanktuarium Jezusa Eucharystycznego, o czym często zapominamy. Kiedy powstawała ta parafia i nadawano jej tytuł Bożego Ciała, to tworzono sanktuarium Komunii Świętej, gdzie przede wszystkim rósł kult adoracyjny Bożego Ciała - zaznacza ks. Piotr Walczak CRL.
Pod okiem kanoników rozpoczął pierwszą edukację, gdyż w klasztorze mieściła się szkoła dla chłopców prowadzona przez zakonników. Studiował na Akademii Krakowskiej. Studia ukończył z tytułem bakałarza. W wieku 23 lat wstąpił do klasztoru, wybrał kanoników regularnych, których służbę dla drugiego człowieka i Kościoła podziwiał od najmłodszych lat.

W zakonie
Śluby zakonne złożył po rocznym nowicjacie, a na kapłana został wyświęcony w wieku 25 lat. Zasłynął jako wychowawca młodzieży przygotowującej się do profesji zakonnej. Był człowiekiem modlitwy, postu, pokuty, odznaczał się szczególnym kultem Eucharystii.
- Mówiąc o Kazimierczyku, musimy pamiętać, że był dzieckiem średniowiecza. Jego życie przypada na czasy kontrreformacji. Jan Hus głosił tezy sprzeczne z nauką Kościoła, zaprzeczał obecności Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Ta bardzo nowinkarska nauka trafiała na podatny grunt także i w Polsce. Potrzeba było żarliwych, ale i światłych kapłanów, którzy w sposób przystępny i zrozumiały pomogą ludziom przyjąć najważniejsze prawdy wiary. Stanisław Kazimierczyk nauki, które głosił, potwierdzał osobistym przykładem - podkreśla ks. Piotr Walczak CRL. - Dzisiaj mówimy, że mniej potrzebujmy nauczycieli, bardziej potrzebujmy świadków. Myślę, że już w średniowieczu ta myśl była bardzo aktualna - dodaje.

Pokorny kaznodzieja
Bardzo szybko zaczął pełnić funkcję kaznodziei i spowiednika. W czasach kontrreformacji głoszenie kazań powierzano konkretnym kapłanom, powoływano ich na urząd kaznodziei. Takie właśnie zadanie otrzymał ks. Stanisław Sołtys. Był do tego wspaniale przygotowany, miał dobre wykształcenie, był doskonałym mówcą. Głosił kazania dla mieszkańców rodzinnego Kazimierza (dziś dzielnica Krakowa, wówczas osobne miasto), ale także krakowian.
Otaczał opieką ludzi chorych i potrzebujących. Do chorych wędrował z Najświętszym Sakramentem, z biednymi dzielił się tym, co posiadał. Zmarł w wieku 56 lat w święto Znalezienia Krzyża Świętego, 3 maja 1489 roku. Sława jego świętości wpłynęła na fakt, że zaraz po śmierci zaczęto prosić Boga o potrzebne łaski za jego wstawiennictwem. Już w pierwszym roku zanotowano w księdze łask 176 uzdrowień. Jego kult trwa nieprzerwanie. Teraz zostaje ukazany całemu Kościołowi jako orędownik na "czasy zabiegania", jako znak wskazujący na Eucharystię. Wielu pokoleniom nie było dane doczekać tej chwili. To, że obecnie dochodzi do tej kanonizacji, winno i w naszym życiu mieć znaczenie.
- Kiedyś ks. kard. Franciszek Macharski powiedział, że św. Stanisław Kazimierczyk wykazał się pokorą za życia i wykazał się pokorą po śmierci, gdyż przez 521 lat cierpliwie czekał na chwilę swojej kanonizacji. Dobro nigdy nie zostanie zapomniane. Nawet jeżeli miną wieki, to czynione miłosierdzie trwa. Często zadajemy sobie pytanie, po co to wszystko, przecież nasze kości zmienią się w proch, a wiatr historii rozniesie nasze słowa. Jednak przykład Stanisława Kazimierczyka pokazuje, że wszystko zapisane jest w sercu Boga - podkreśla ks. Piotr Walczak CRL.

Małgorzata Bochenek

Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 16-17 października 2010, Nr 243 (3869)

A. Petrowa-Wasilewicz: Św. Stanisław Kazimierczyk

Wśród sześciu osób, które dzisiaj w Watykanie Benedykt XVI ogłosił świętymi jest błogosławiony Stanisław Kazimierczyk. Ten zakonnik – żyjący ponad 500 lat temu Krakowie – był propagatorem kultu eucharystycznego, całe swoje życie poświęcił posłudze ubogim. Za jego wstawiennictwem został uzdrowiony w 1617 roku starosta oświęcimski Piotr Komorowski.

Co sprawia, że ludzie żyjący w XXI w. przychodzą prosić o pomoc średniowiecznego zakonnika? Co ich łączy i w jakim języku się porozumiewają? – Historia życia i kultu bł. Stanisława Kazimierczyka, który zostanie kanonizowany 17 października w Rzymie, pokazuje, że zakonnik związany całe życie z kościołem Bożego Ciała na Kazimierzu był osobą, która przemawia do każdego pokolenia. – Dla Boga nie ma czasu – mówi ks. Andrzej Scąber, główny referent ds. kanonizacji archidiecezji krakowskiej. Opowiada jak bł. Stanisław opiekował się ubogimi mieszkańcami Kazimierza. - Proszę popatrzyć na nasze ulice. Czy nie mamy dziś biednych?

Pobożność wyniesiona z domu

Stanisław urodził się w Kazimierzu, mieście leżącym tuż obok królewskiego Krakowa, 27 września 1433 r. Z tym miasteczkiem, a także kościołem parafialnym pw. Bożego Ciała, w którym został ochrzczony i pochowany, był związany do końca swojego pracowitego życia. Jego ojciec Maciej Sołtys był rzemieślnikiem – utrzymywał się z tkactwa, był też przez wiele lat przewodniczącym sądów miejskich, co świadczy o szacunku i zaufaniu, jakim darzyła go społeczność lokalna. Jego matka Jadwiga należała do działającego do dziś przy parafii Bractwa Najświętszego Sakramentu. Po latach pobożny lud nadał Stanisławowi zaszczytny tytuł Apostoła Eucharystii. Wiele wskazuje na to, że to matka kształtowała pobożność swojego jedynaka. Od dziecka miał także wielką cześć do Matki Bożej – to do niej z prośbą o potomstwo zwracała się Jadwiga Sołtysowa.

W wieku około 17 lat młody mieszkaniec Kazimierza podjął studia w Akademii Krakowskiej, która przeżywała w tym okresie swój złoty wiek – jej wykładowcami byli wybitni uczeni i święci – Paweł Włodkowic, Stanisław ze Skalbmierza, św. Jan Kanty. Studia Stanisława zostały uwieńczone doktoratem z teologii.

Apostoł Eucharystii

Przed młodym absolwentem Akademii otwierało się wiele możliwości kariery. Jednak z nich nie skorzystał i w wieku 23 lat wstąpił do znanego od dzieciństwa zakonu Kanoników Regularnych pracujących w jego rodzinnej parafii. Tu zasłynął pobożnością, umiłowaniem dyscypliny zakonnej i ascezy. Choć był doktorem teologii nie wywyższał się nad współbraci, wykonując gorliwie powierzone zadania. Po otrzymaniu święceń przez pięć lat przygotowywał się do pełnienia obowiązków duszpasterskich po czym został kaznodzieją i spowiednikiem w klasztorze. Pełniąc je zasłynął jako gorliwy kaznodzieja i wnikliwy spowiednik. Jego współbracia powierzyli mu kolejne odpowiedzialne zadanie – został wychowawcą młodych współbraci. W jego posłudze ujawniała się jego wielka cześć dla Eucharystii. – To nie była tylko jego kontemplacja, adoracja – czynności wynikające z faktu, że był księdzem i takie praktyki były oczywiste – podkreśla ks. Scąber. – Ale on codziennie chodził z Najświętszym Sakramentem do chorych, nie wychodzących z domu, samotnych. W tamtych czasach nie było to powszechne. Pamiętajmy, że były to czasy, gdy nie wolno było zbyt często przyjmować Komunii św., w praktyce było to raz-dwa racy do roku. Praktykę częstej Komunii św. wprowadził dopiero Pius X w XX wieku – przypomina ks. Scąber.

Był także Stanisław wielkim czcicielem Matki Bożej. Co piątek szedł na położoną niedaleko Skałkę by modlić się do Bogurodzicy. To tu pewnego razu „ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna z Dzieciątkiem Jezus na rękach i św. Stanisławem i wielkim zastępem aniołów”, Która zapowiedziała mu, że czeka go „sowita nagroda”. Tak też Stanisław jest najczęściej przedstawiany – klęczy przed Matką Bożą i św. Stanisławem.

Intensywna asceza, służba ubogim i wyczerpująca praca w parafii nie pozostały bez śladu – osłabiony organizm tracił siły. Stanisław Kazimierczyk zmarł w wieku 56 lat 3 maja 1489 r. Ujrzawszy uprzednio, jak pilnie odnotowuje jego biograf Matkę Bożą i Zmartwychwstałego Chrystusa w chwale.

Niezwykły kult

Nieprzerwany, trwający ponad 500 lat kult bł. Stanisława jest niezwykłym fenomenem – mówi obecny proboszcz parafii Bożego Ciała ks. Piotr Walczak.

Nieprzerwany strumień wiernych, który od chwili śmierci nawiedzał grób opiekuna biedaków, do dziś nie ustaje. Przekonani o jego świętości już za życia, przychodzili do niego także po śmierci, dlatego jego ciało zostało przeniesione z grobu do pięknego barokowego ołtarza, wystawionego przez przeora Zakonu w 1632 r. Pilnie zapisywano też cuda za wstawiennictwem Kazimierczyka – zaledwie rok po śmierci opisano aż 176 nadzwyczajnych wydarzeń. Kościół kanoników regularnych został doszczętnie złupiony podczas szwedzkiego potopu i zapewne tym należy tłumaczyć fakt, że kilkanaście wotywnych obrazów, opisujących łaski, otrzymane za pośrednictwem Błogosławionego są z XVII i XVIII w., były więc fundowane po wielkim rabunku.

Z obrazów, ufundowanych przez wdzięcznych czcicieli kazimierskiego zakonnika dowiadujemy się, że podkomorzyna Czartoryska dziękuje za lekki poród i powicie „synaczka”, Adam Bosowski, dworzanin króla Władysława „y Małżonki iego” dziękuje za to, że przestała płynąć krew z oczu jego córki, zaś „uprzednio chory, głuchy i niewidomy” został uzdrowiony. Nieco nieporadne obrazy malarzy przedstawiają opisywane wydarzenia, a nad każdym z nich w barokowym obłoku przedstawiony jest bł. Stanisław ubrany w zakonne szaty – biały habit, mucet i biret, który z niebieskich przestworzy pochyla się nad ludzką biedą. Najbardziej znany jest jednak cud uzdrowienia Piotra Komorowskiego, starosty oświęcimskiego, gdyż na mocy papieskiej dyspensy został on zatwierdzony jako wymagany cud w procesie kanonizacyjnym Kazimierczyka.

„Ciekawy casus” – Benedykt XVI udziela dyspensy

– To nie jest standardowe postępowanie – wyjaśnia ks. Scąber, główny referent ds. kanonizacji Archidiecezji Krakowskiej. Przypomina, że beatyfikacja Apostoła Eucharystii odbyła się w 1993 r. Była to beatyfikacja inna niż większość przeprowadzanych postępowań. Stanisław Kazimierczyk został ogłoszony błogosławionym na podstawie dekretu papieża Urbana VIII wydanego w 1634 r. zgodnie z którym Ojciec Święty aprobował kult, który trwa od „niepamiętnych czasów” i dotyczył osób, które zmarły w opinii świętości sto lat przed wydaniem dekretu i nadal cieszyły się taką opinią. Kazimierczyk zmarł w 1489 r., więc spełniał warunki, trzeba było jedynie udowodnić trwanie kultu. Był on oddawany nieprzerwanie od momentu jego śmierci, co było możliwe do udowodnienia dzięki dokumentom, historii świętych i miasta Krakowa do lat 90. XX w. Na tej podstawie uznano, że przysługuje mu tytuł błogosławionego. Nie trzeba było osobnego postępowania w sprawie cudu, była to beatyfikacja równoznaczna (beatificatio aequipollens), która w istocie była legalizacją kultu – i to właśnie zrobił Kościół – zalegalizował istniejący od ponad 500 lat kult. Przez wieki był to kult prywatny, od 1993 roku, po orzeczeniu Kościoła, stał się publiczny. W normalnych procedurach cud musi wydarzyć się po śmierci Sługi Bożego i taki prowadzi do beatyfikacji, kolejny musi zaistnieć po beatyfikacji otwierając drogę Błogosławionemu do kanonizacji.

Z tego powodu Postulacja przedstawiła do kanonizacji cud, który się dokonał za wstawiennictwem Kazimierczyka w 1617 r. Ale aby mógł zostać wykorzystany w postępowaniu procesowym, musiał otrzymać dyspensę papieską co do czasu. I takiej dyspensy udzielił papież Benedykt XVI na prośbę arcybiskupa krakowskiego. Kongregacja ds. Kanonizacji dostarczyła ocenę medyczną – opis choroby - i przeprowadziła postępowanie dowodowe.

Starosta oświęcimski Piotr Komorowski przybył w poniedziałek 1617 r. po Zesłaniu Ducha Świętego do grobu Kazimierczyka. Nie był w stanie wytrzymać bólu, gdyż oko wyszło z orbity, potwornie cierpiał. A drugie oko stracił 17 lat wcześniej w czasie wyprawy wojennej. Tym goręcej prosił o uzdrowienie – groziła mu całkowita ślepota. Po dwóch dniach wrócił do kościoła i złożył pod przysięgą zeznanie, że nie tylko ból ustąpił, ale nie ma też żadnego problemu ze wzrokiem. W podziękowaniu za doznaną łaskę ufundował kościół w Suchej Beskidzkiej. I ta sytuacja – odzyskanego zdrowia trwała 23 lata – do jego śmierci. – Uzdrowienie było natychmiastowe i trwałe – spełnia więc kryteria cudu – wyjaśnia ks. Scąber. Przypomina sceptycyzm bp krakowskiego Marcina Szyszkowskiego, który czekał 17 lat nim upewnił się, że efekt cudownego uzdrowienia jest trwały. W końcu zatwierdził darowiznę starosty oświęcimskiego i dopiero wówczas erygował parafię w Suchej Beskidzkiej.

Analizując przypadek specjaliści stwierdzili, że Piotr Komorowski najprawdopodobniej chorował na ropień oczodołu. Do dziś jest to choroba bardzo trudna do wyleczenia, co dopiero w XVII wieku.

Święci się nie starzeją

Proboszcz kościoła pw. Bożego Ciała ks. Piotr Walczak przypomina, że dzień śmierci Błogosławionego był kiedyś na Kazimierzu dniem wolnym od pracy. Mało jest osób tak związanych jak on – od narodzin do śmierci – ze swoją małą ojczyzną. W czasach zarazy organizowano procesje do grobu świętego zakonnika, a jego relikwie umieszczono na wieży ratusza miejskiego w 1784 r. Gdy w 1913 r. otwarto skrzynkę z relikwiami bł. Stanisława był przy tym obecny książę abp Sapieha. Nie ulega wątpliwości, że mieszkańcy obecnej dzielnicy Krakowa nie zapomną o swoim dobroczyńcy, ale kult Kazimierczyka szerzy się w całym kraju, przekracza też jego granice.

– Intencje są takie, jak zawsze – stwierdza ks. Walczak – o zdrowie, z prośbą o rozwiązanie problemów rodzinnych czy zawodowych. Jedna przewija się szczególnie często – prośba o uzdrowienie wzroku, gdyż bł. Stanisław zasłynął takim cudem. Do grobu przybywają grupy pielgrzymów, seminarzyści, nadzwyczajni szafarze Komunii św., którzy Apostoła Eucharystii uważają za szczególnego patrona. – Niedawno przybyła spora grupa Węgrów. Rodzice z Przemyśla leżąc krzyżem błagali o zdrowie dla syna. – Ludzie modlą się przy grobie Błogosławionego, zamawiają Msze św., wpisują się do księgi modlitewnej.

Ks. Walczak ma świadomość, że ludzi średniowiecza dzieli od współczesnych przepaść mentalna i religijna. Ale obecnie obserwuje wielką popularność adoracji Najświętszego Sakramentu. Nawet na nabożeństwa nocne przychodzi sporo ludzi. - To taka nowa – najstarsza forma pobożności – mówi ks. Walczak. - A jednym ze wzorów dla nich jest bł. Stanisław, który miał głęboką świadomość, że pochodzi z sanktuarium pw. Bożego Ciała. Kanonicy przyszli na Kazimierz 28 lat przed jego narodzeniem żeby szerzyć kult Eucharystii. I był to ważny rys w jego posłudze. A wiara w moc Eucharystii wzrastała w czasach zarazy, wobec której ówcześni ludzie byli zupełnie bezradni. – W relacji człowieka do Eucharystii nie ma przedawnień – Eucharystia się nie przedawnia, adoracja się nie przedawnia – mówi ks. Walczak. Jest to cześć wciąż żywa - współcześnie i w czasach Kazimierczyka.

Po co nam ten stary święty? – pyta ks. Scąber. I bez wahania wyjaśnia, co przyciąga do grobu bł. Stanisława kolejne pokolenia wiernych – nadprzyrodzona cnota umiłowania bliźniego. Opowiada, że w średniowieczu epidemie były plagą, dziesiątkującą ludność Europy. W wypadku wybuchu zarazy zakony żebracze miały obowiązek pozostać z ludźmi w zadżumionym mieście. – Historia jest jak zwykle ta sama – mówi ks. Scąber – najpierw z miasta uciekał król z dworem, arystokracja, najbogatsi mieszczanie, artyści, lekarze, wojskowi. Pozostawała biedota. A zakonnicy mieli dbać o to żeby ludzie nie umierali bez sakramentów, mieli też grzebać zwłoki ofiar zarazy żeby epidemia się nie rozprzestrzeniała. Zakonnicy też nie chcieli zostawać w zagrożonym mieście, więc losowali – gdy ktoś wyciągnął czarną kulę, musiał zostać. Reszta współbraci opuszczała miasto.

W czasie epidemii zarazy wszyscy księża uciekli. W klasztorze pozostał tylko Stanisław. Został na pewną śmierć. Ale przeżył i założył później infirmerię na Kazimierzu.

Upłynęło 500 lat, niby tyle się zmieniło. A wystarczy wyjść na ulice Warszawy, Krakowa i zobaczyć, co się dzieje, ile jest biedy – mówi ks. Scąber. „Ubogich zawsze będziecie mieć u siebie” – obiecał Pan Jezus. Świętość jest zawsze aktualna. Dla Boga nie ma czasu – dodaje.

ekai.pl

Nic nie próżnujący

K. Łoniewski tak opisywał Stanisława Kazimierczyka, w „Żywocie”... wydanym Krakowie w 1617 r.: „Na wszystkim spokojny, milczący i skromny, w rzecz nie wdający się do inszych, nic nie próżnujący. A gdy przyszło za licencyją wysługiwać choremu, to już była jego znamienita rozkosz. (...). Do spowiedzi częsty, a do postom chętny i do inszych potajemnych dyscyplin, na które sobie przyczynę najdował. (...). Skromny był w jedzeniu i w piciu, przeciw ubogim dziwnie litościwy, nikim nigdy nie gardził, nie pochlebował bogatym. Wolen był od świeckich pieczołowitości i nie frasował się - i frasować nie kazał - o cielesne potrzeby”. Ograniczał godziny snu, a do tego często spał na podłodze. Niekiedy jadł tylko dwa razy w tygodniu i to tylko chleb jęczmienny z wodą. Zachowywał milczenie, szczególnie przed Mszą św. Pisano: „Milczenie był ścisły obserwant”. Miezkał w skromnej celi, „drewnianej komórce”, czemu musiano się dziwić, skoro był „pieszczonym jedynakiem”.

W: Nasza Arka, nr 10/118, 2010 r.

CUD KANONIZACYJNY

„Jednym z najbardziej nieprawdopodobnych cudów było uzdrowienie Piotra Komorowskiego, właściciela Suchej Beskidzkiej - opowiada proboszcz parafii Bożego Ciała ks. Piotr Walczak. - Wypłynęło mu oko. Wyruszył na Kazimierz, padł na kolana przed trumną Kazimierczyka i ... został uzdrowiony. Od tego czasu wiele osób przybywało do ogromnego kościoła z rdzawej cegły. Do dziś ludzie często proszą tu o uzdrowienie z chorób oczu.

W księdze cudów tak zapisano to uzdrowienie: „W Krakowie przy ulicy Grodzkiej u pana Stanisława Koszyckiego zatrzymał się hrabia Piotr Komorowski, właściciel dóbr na Orawie i Liptowie, nadto starosta oświęcimski. Ten bardzo chorował na oczy. Jedno oko już utracił, na drugie bardzo cierpiał. W swojej boleści wobec zbliżającego się całkowicie kalectwa utraty wzroku zwrócił się do bł. Stanisława Kazimierczyka z prośbą o ratunek. Doznawszy natychmiastowego uzdrowienia w poniedziałek świąteczny (Zielone Święta) od razu kazał się prowadzić do grobu tego Błogosławionego, pragnąc serdecznie podziękować za nadzwyczajną łaskę. W dowód wdzięczności w swych dobrach w Suchej wybudował kościół i klasztor i oddał go zakonnikom z Kościoła Bożego Ciała na Kazimierzu” (1630).

Co drugi dzień cud. Uzdrowienia i łaski bł. Stanisława Kazimierczyka

Nazwano go „sławnym cudami” (miraculis clarens). Tylko w pierwszym roku po śmierci Stanisława Kazimierczyka odnotowano aż 176 cudów!

Pierwszy cud za jego wstawiennictwem zdarzył się tuż po pogrzebie Świętego. Trapiona przez ciężką chorobę kazimierska mieszczka Katarzyna we śnie usłyszała obietnicę, że będzie zdrowa i nie umrze. Miała się udać do grobu Stanisław Kazimierczyka i zamówić Mszę św. Posłuchała polecenia ze snu i ... wyzdrowiała. W ciągu kilku dni w małej kazimierskiej społeczności, liczącej niespełna dwa tysiące osób, wszyscy słyszeli o cudzie uzdrowienia Katarzyny. Do grobu świątobliwego kapłana zaczęły zjeżdżać się tłumy - z Krakowa, Wieliczki, Bochni. Za sprawą Stanisława Kazimierczyka działy się rzeczy nadzwyczajne. W bibliotece kanoników na krakowskim Kazimierzu znajduje się księga zatytułowana: „Znaki miłości Boskiej przeciw pobożnemu Kapłanowi, Stanisławowi Kazimierczykowi”, w której znajdują się zapisy cudów i łask Bożych uzyskanych za wstawiennictwem tego kapłana. Śp. bp Stanisław Smoleński, pomocniczy biskup krakowski, tak komentował relacje z cudów: „Najbardziej uderza fakt, że na 176 opisywanych uzdrowień czy łask w 110 relacjach z pielgrzymką do grobu naszego Błogosławionego łączyła się specjalnie odprawiana Msza św.

Oto niektóre z uzdrowień:

Prawie konający
Jan, syn Wacława Wyki z Kazimierza, w ciężkiej był chorobie, nieprzytomny i prawie konający, gdy obiecano zanieść go do grobu pobożnego ojca Stanisława z ofiarą Mszy św., świecą i, że na kształt krzyża miał być położony na grobie, przyszedł do siebie i był zdrowy.

Nie mogła oddychać
Katarzyna, żona rybaka z Podbrzezia była prawie nieprzytomna i nie mogła już oddychać. Gdy zobowiązano się udać do grobu pobożnego ojca Stanisława, zaraz wróciła do siebie i wyzdrowiała.

Drogi przed sobą nie widziała
Małgorzata, wdowa po rzeźniku z Kazimierza, cierpiała od dłuższego czasu na oczy, straciła do tego stopnia wzrok, że drogi przed sobą nie widziała. Uczyniła ślub udania się do grobu pobożnego Ojca z warkoczem i oczami woskowymi i gdy 50 Ojcze nasz przy grobie jego domówiła, od razu zaczęła się lepiej czuć i odzyskała wzrok.

Lekarz zwątpił
Katarzyna Rakowa z Kazimierza, w święto Zielonych Świąt, wpadła w wiellką chorobę i w niej leżała do piątej niedzieli. Lekarz zwątpił już o utrzymaniu jej przy życiu, mówiąc do syna: zbyteczne już kosztować się na lekarstwa, ponieważ matka wasza jest śmiertelnie chora i nie wyzdrowieje. Słysząc to tenże syn, ofiarował ją do grobu ze Mszą św. i świecą i od razu zaczęła się lepiej czuć i zupełnie wróciła do zdrowia.

Nie mogło głową ruszyć
Hannus Nickiel, rzeźnik z Kazimierza, i Katarzyna, jego żona, mieli dziecię bardzo chore tak, że nawet nie mogło głową ruszyć. Tedy, gdy matka ofiarowała do grobu pobożnego ojca Stanisława ze Mszą św. i świecą, od razu zaczęło się lepiej mieć i wróciło do zdrowia.

Nie miała potomstwa
Anna, żona Marcina Heckel, rzeźnika z Kazimierza, gdy przez kilka lat nie miała potomstwa, uczyniła ślub pobożnemu ojcu Stanisławowi z kilku lampkami i Mszą św. i przez zasługi jego uzyskała od Boga potomstwo.

Odzyskał wzrok
Mikołaj Sokołowicz, rybak w przedmieściu Kazimierza, już w podeszłym wieku, od dłuższego czasu był niewidomy. Jego żona ofiarowała go do grobu bł. ojca Stanisława z warkoczem i oczami woskowymi i gdy go z tym warkoczem przyprowadziła do grobu tegoż Ojca, natychmiast odzyskał wzrok.

Uzdrowienie brata zakonnego
„Również brat zakonny Mikołaj ze Swoszowic leżał w poważnej chorobie i jemu pobożny Ojciec Stanisław ukazał się w bardzo ładnej czerwonej kapie trzymając w rękach przepiękną książeczkę: ten chorego pozdrowił i powiedział. Nie bój się, gdyż będziesz zdrowy i jeszcze braciom twoim będziesz służył, co też i stało się”. Nie ma możliwości dzisiaj stwierdzenia jaką książeczkę trzymał w rękach bł. Stanisław, być może rytuał, gdyż był w kapie. Fakt ten miał miejsce w 1489 r., a ten brat zakonny Mikołaj umarł w 1505 r. Czyli słowa bł. Stanisława spełniły się.

Inny przypadek
„Stanisław syn Peczkrausa z Kazimierza z powodu skaleczenia ciała bardzo chorował i już konającego ofiarowała matka jego do grobu wspomnianego Ojca, z Mszą św., światłem i znakiem woskowym: i od razu wrócił do zdrowia”.

Kłótliwa żona
„Jakub Niger, rzeźnik na Kazimierzu, gdy miał poważną rozprawę z powodu swojej żony przed rajcami miejskimi, i rajcy byli względem niego negatywnie nastawieni, ten udał się z prośbą o ratunek do pobożnego Stanisława ślubując jedną Mszę św. jak sprawa zostanie pozytywnie załatwiona. I faktycznie sprawa w tym dniu została dla niego szczęśliwie zakończona”.

Dług
„Agnieszka Galhor, żona Michała miała wielkie kłopoty z powodu pewnego znacznego długu, za który groziło uwięzienie jej męża. Złożyła ślub do grobu pobożnego ojca odrpawienie Mszy św. i że złoży świece jak Pan przez zasługi jego sprawę szczęśliwie rozwiąże. I wszystko stało się jak prosiła”.

Narodziny dziecka
„Katarzyna, żona Piotra Bargel, krawca z Kazimierza, będąc w ciąży i gdy czas rodzenia nadszedł, nie mogła urodzić. I w tych wielkich swoich boleściach ślubowała, że uda się do grobu bł. Stanisława i złoży ofiarę na Mszę św., i - od razu szczęśliwie urodziła”.

Niedowiarek
„Rajca z Kazimierza Stanisław Kaszych przyszedł do przełożonego kościoła Bożego Ciała razem ze swoim synem Stanisławem, rektorem kościoła św. Leonarda na Kazimierzu i podał, że wiele razy publicznie twierdził, że on nie wierzy, by jakiś ksiądz pochowany w kościele Bożego Ciała kogoś by uzdrowił. Gdy na niego przyszła choroba jakaś, że ani śliny połknąć nie mógł, przyszedł ze świecą do grobu bł. Stanisława i klęcząc prosił o powrót do zdrowia, i choroba od razu odeszła”.

Dwie sprawy
„Syn Doroty Molner zamieszany był w jakąś sprawę zamieszek i wrogowie jego postanowili go zabić. Ukrywał się. Przy tym miał słabe oczy. Matka jego nie widząc możliwości uratowania go, udała się do grobu bł. Stanisława z prośbą o pomoc ofiarując Mszę św. i świece, by Bóg przez zasługi jego uratował go. I wszystko dobrze się skończyło.

Powrót na dobrą drogę
„Pewna niewiasta, nie chcąc podać swego imienia i nazwiska, nie mając dobrej opinii, często nawiedzała grób bł. Stanisława prosząc go z wielką ufnością, by nią się zaopiekował, i by mogła wyjść za mąż i jakoś wrócić do dobrego imienia. W tej swojej prośbie przypadkowo spotkanego kapłana prosił o odprawienie Mszy św. przy grobie bł. Stanisława. I jak prosiła dobrego Ojca Stanisława tak też się stało”.

Z innych lat:

„Roku Pańskiego 1623 zaraz po powietrzu (zarazie), które panowało w Krakowie, w poniedziałek Wielkanocny stało się wielkie zapalenie miasta żydowskiego w Kazimierzu przy Krakowie tak dalece, że ogień się paląc wszystek Kraków oświecił iż o północy patrząc na Kraków widać było ludzi wszędzie na swych dachach siedzących i od ognia broniących. Powsał i taki wiatr, że głownie opalone z miasta żydowskiego aż na Zwierzyniec leciały. Na ten czas będąc w wielkim niebezpieczeństwie klasztor i kościół Bożego Ciała, który klasztor jeszcze miał sporo budynku drewnianego, a wiatr wszystek na kościół i klasztor obracał się, przestraszeni takim przypadkiem zakonnicy widząc, że bronić trudno, jedni bronili dachów, drudzy pobiegli do grobu błogosławionego Ojca Stanisława prosząc Pana Boga przez zasługi jego, aby ich od tego pożaru ogniowego zachował. Dziwna rzecz, zaraz wszystek wiatr, który niósł ogień na klasztor i kościół, obrócił się na Wisłę. I tak za pomocą Bożą wolny kościół i klasztor został, za co potem na drugi dzień zakonnicy i z całym miastem uczynili dzięki Panu Bogu wotywę solenną z grodem odstawiwszy”.

„Jan Płocka ze wsi Tonie zwanej, do naszego kościoła Bożego Ciała dnia 3 listopada 1709 przyszedł posząc o odprawienie Mszy św. przy grobie bł. Stanisława Kazimierczyka jako podziękowanie Panu Bogu, że gdy go byli żołnierze z końmi zabrali (Szwedzi) i pod strażą, żeby im nie uciekł, trzymali na Kazimierzu, frasobliwy, uciekł się do przyczyny bł. Stanisława z sugestii pewnej niewiasty. Zaraz tejże nocy dał mu Pan Bóg pewien sposób, że uciekł z końmi, przez trzy dni ukrywszy się w pewnym domu z końmi, choć był poszukiwany, wrócił szczęśliwie do domu, gdy żołnierze odeszli”.

„Ja niżej podpisana, będąc przez kilka lat na rekolekcjach w kościele Bożego Ciała prosiłam błog. Stanisława Kazimierczyka, aby uprosił, jeśli to się zgadza z wolą Bożą, dla mego syna Leopolda powołanie kapłańskie. Obiecałam wotum, jeśli ma prośba wysłuchana zostanie do grobu tegoż błogosławionego. Prośba moja aczkolwiek niegodnej tak wielkiej łaski, wysłuchana została. I syn mój już od kilka lat jest, za łaską Bożą i Boskiego Serca, przyczyną Najśw. Panny, św. Józefa i przyczyną świętego Stanisława Kazimierczyka, sługą ołtarza. A ja niewdzięczna matka odkładałam obietnicę przyobiecaną błogosławionemu Stanisławowi. Dopiero na tych ostatnich rekolekcjach uiszczam z serdeczną wdzięcznością dla świętego składając wotum i prosząc Czcigodnego Ks. Przeora o łaskawe pozwolenie wywieszenia tego wotum u grobu błogosławionego Stanisława. Prosząc nadal o łaskawą nad moim synem opiekę, aby był kapłanem według Serca Bożego i aby wytrwał w dobrym do końca.

Jadwiga Petrzykowa, Kraków, dn. 16 IV 1919.

„Wobec nieba, Matki Najświętszej i Wszystkich Świętych zeznaję następującą łaskę za przyczyną błogosławionego Stanisława, a świadczę się Bogiem, że prawdę mówię: W 1906 r. naczelnik poczty, której filia znajdowała się w budynku będącym własnością Zgromadzenia, przesyłając po zamknięciu rachunków dziennych większą sumę pieniędzy do głównej poczty, otrzymał niebawem przepełniającą go trwogą wiadomość, że z przesłanej kwoty zaginęło 100 000 koron. Podejrzany o współwinę naczelnik (nazwisko jego Witkowski), oddany został pod śledztwo policyjne. W rozpaczliwym położeniu przybył do kościoła Bożego Ciała prosząc o odprawienie Mszy św. przy grobie Błogosławionego. Na drugi dzień po odprawieniu Mszy św. przez niżej podpisanego, otrzymaliśmy radosną wiadomość, że winowajca został wykryty, a cała suma pieniężna odnaleziona. Za otrzymaną łaskę, podziękowaliśmy Panu Bogu, który tak miłosiernym się objawił w słudze swoim” (podpisany ks. Aug. Błachut).

„Mam znajomego, który dwukrotnie był aresztowany. Pierwszy raz powrócił do domu po dwóch latach siedzenia w więzieniu ze zrujnowanym zdrowiem. Drugie aresztowanie nastąpiło w krótkim czasie i więzień czekał 18 miesięcy na rozprawę. Został skazany na trzy lata - zdrowie jego było w takim stanie, że całkowite odsiedzenie kary równałoby się śmierci. Modliłam się gorąco przez pół roku przed ołtarzem błogosławionego Stanisława Kazimierczyka. Nikt nie miał nadziei, że sprawy więźnia mogą się tak potoczyć, by mógł wyjść z więzienia wcześniej i tym samym uratować swoje tak bardzo potrzebne dla młodzieży życie. Sam więzień po wyjściu oświadczył, że uwolnienie jego było cudem. Obiecałam bł. Kazimierczykowi, że jeśli mnie wysłucha, ogłoszę cud. Wdzięczna za nadzwyczajną łaskę.

Zofia Jamróz, Kraków, ul. św. Sebastiana 33 (rok 1948).


„Ja, Józefa Czechura, lat 38, zamieszkała w Krakowie, przy ul. Krakowskiej 50, cierpiałam przez trzy miesiące na bóle reumatyczne w nogach. W dniu 3 maja 1951 r. usłyszałam w kazaniu o łaskach, jakie ludzie otrzymują za wstawiennictwem bł. Stanisława Kazimierczyka. Zaczęła się modlić przed trumną błogosławionego i zostałam całkowicie uzdrowiona, nie czuję żadnych już bólów w nogach. Przyrzekłam za wysłuchanie mej prośby złożyć podziękowanie i ogłosić tę łaskę.

Kraków, 12 maja 1951 r.”.

Sławny cudami

Sławny cudami
- tak o nim mówiono. Według legendy podobno sam król Jan Olbracht prosił go o modlitwę przed wyruszeniem na wojnę z Turkami (1487). Umierał czczony jako święty. Niemal natychmiast po zgonie Stanisława wydarzały się dziesiątki cudów za jego przyczyną. Co roku w maju szły procesje do jego grobu. W 1784 r. jego relikwie umieszczono w wieży ratusza miasta Kazimierz. W drukowanym w Rzymie spisie patronów Królestwa Polskiego z 1604 r. znajdowało się jego imię, choć nie był nawet błogosławionym! Kazimierski magistrat obwołał go patronem miasta. Wydawano biografie, a ponad sto lat po jego śmierci powstały pierwsze relikwiarze z jego szczątkami.

Kim był?
Kanonikiem regularnym, który osiągnął doskonałość w życiu zakonnym - to jako pierwsze podkreślają wszyscy znawcy jego życia. Wybitnym spowiednikiem i kaznodzieją, ascetą, wielkim czcicielem Najświętszego Sakramentu i Matki Bożej, zwanym „apostołem Eucharystii”. Należał do elity intelektualnej Krakowa. Był wychowawcą nowicjuszy zakonnych. Opiekunem ubogich i chorych, których nie opuszczał nawet w czasach zarazy, kiedy niemal wszyscy uciekali z miasta.

Kanonizacja
Dzień przed kanonizacją w rzymskiej bazylice św. Piotra w Okowach - macierzystym domu kanoników regularnych w Rzymie - odbędą się nieszpory. Uroczystości kanonizacyjne tradycyjnie będą miały miejsce na Placu św. Piotra 17 października br. Trzeci dzień uroczystości to przede wszystkim Msza św. w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Będzie ona odprawiana przez kard. Stanisława Dziwisza specjalnie dla Polaków, którzy przybyli na kanonizację Stanisława Kazimierczyka.

Droga do kanonizacji
„Przygotowania do kanonizacja Stanisława Kazimierczyka trwały pięć wieków. Co kilkadziesiąt lat podejmowano starania w tym celu - mówi ks. Piotr Walczak CRL, proboszcz parafii Bożego Ciała w Krakowie. - Te przygotowania można prześledzić na podstawie historii rekognicji relikwii. Pierwsze otwarcie trumny nastąpiło w 1620 r., kiedy Marcin Kłoczyński, prepozyt naszego klasztoru, chciał stwierdzić, w jakim stanie znajdują się szczątki i przenieść je z grobu ziemnego do specjalnie w tym celu wybudowanego mauzoleum. W 1913 r. przy kolejnym otwarciu obecny był młody biskup książę Stefan Sapieha. Wtedy również podjęto starania zmierzające do wyniesienia Kazimierczyka na ołtarze, wkrótce jednak udaremnione przez wybuch wojny. Bardzo ważną rolę w procesie kanonizacyjnym Stanisława z Kazimierza odegrał ks. Augustyn Błachut, kanonik regularny, który już w początku XX wieku bardzo gruntownie przygotował odpowiednie dokumenty dla Stolicy Apostolskiej. Następny etap beatyfikacji to rok 1969, kiedy naszą parafię wizytował kard. Karol Wojtyła, który niedługo po nominacji kardynalskiej wyjechał do Rzymu, by sprawdzić, na jakim etapie jest proces beatyfikacyjny królowej Jadwigi. Gdy wrócił z Watykanu, zwrócił się wręcz z przynagleniem do naszych przełożonych, żeby i sprawę beatyfikacji naszego współbrata jak najszybciej dokończyć. Przed samą beatyfikację w roku 1993 prace prowadził głównie ks. Stefan Ryłko, nasz współbrat, który pracował przy kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu, beatyfikacjach i kanonizacjach. Po beatyfikacji kontynuował prace aż do momentu decyzji Stolicy Apostolskiej o uznaniu cudu za przyczyną bł. Stanisława i wyznaczeniu daty jego kanonizacji.

Warto podkreślić, że w przypadku świętego sprzed kilkuset lat wykazanie heroiczności cnót, czyli udowodnienie, że w stopniu absolutnie doskonałym zachowywał przykazania, jest niezwykle trudne. W przypadku naszego Świętego mamy natomiast ciągłość kultu przez 500 lat. Przewie w każdym roku odnotowywane są cuda albo nadzwyczajne wydarzenia za jego wstawiennictwem. W czasie każdej wizytacji mówi się o jego osobie, ciągle powstają obrazy ku jego czci. To znaczy, że taka osoba ciągle żyje, ciągle ma coś do powiedzenia. Takie rzeczy nie dzieją się automatycznie, samoistnie. A na pewno nie na zasadzie wymyślonej legendy, bo taka nie wytrzymałaby próby czasu”.

W: Nasza Arka, nr 10/118, rok 2010

Święci nie mają nic do ukrycia

Rekognicja relikwii

26 października ub. r., w ramach przygotowań do kanonizacji, w krakowskiej bazylice Bożego Ciała odbyło się uroczyste otwarcie trumny bł. Stanisława Kazimierczyka.

„Rekognicja relikwii to normalna procedura przed ogłoszeniem kogoś świętym, zalecana przez Stolicę Apostolską - mówi ks. Piotr Walczak CRL, proboszcz parafii Bożego Ciała w Krakowie. - Często jej wynik jest bardzo zaskakujący, bo są to już relikwie, kości, które się rozpadły. Czasem otwiera się trumnę i nic w niej nie ma tylko proch. Są i owszem nieraz ciała zmumifikowane, które bardzo dobrze się zachowały. W przypadku naszego świętego kości było dużo i w bardzo dobrym stanie. Podczas zeszłorocznej rekognicji chcieliśmy niektóre cząstki pobrać jako relikwie na relikwiarze, żeby przy okazji kanonizacji podarować je zainteresowanym wspólnotom kościelnym czy zakonnym. Zostało wówczas wyjętych kilka niewielkich kości, które podzielono na drobne relikwie i w ten sposób powstało około stu relikwiarzy. Obrzęd rekognicji w kościele Bożego Ciała miał dwie części: pierwszą modlitewną, połączoną z referatami wygłoszonymi przy trumnie Stanisława. To była otwarta uroczystość - mógł na nią przyjść każdy, również dziennikarze. Następnie relikwie zostały przeniesione do zamkniętego pomieszczenia, gdzie były badane i ta część już nie była udostępniona dla ogółu wiernych. Ogólnie z obrzędu rekognicji nie robiliśmy tajemnicy. Wręcz odwrotnie, chcieliśmy, żeby jak najwięcej ludzi wzięło udział w tej uroczystości. Myślę, że prawdziwi święci nie mają nic do ukrycia - uśmiecha się ks. Piotr. - Tu trzeba przeżywania w prawdzie, w radości, a nie w ukryciu”.

O. Stefan Ryłko, Życie i kult (6)

MODLITWY I PIEŚNI

1. WEZWANIA LITANIJNE (1)

Błogosławiony Stanisławie Kazimierczyku, módl się za nami!
Życia apostolskiego wierny naśladowco.
Ran ukrzyżowanego Zbawiciela prawdziwy czcicielu,
Ozdobo ludu naszego,
Kwiecie sławy naszej,
Nowa latorośli zakonu kanonicznego.
Naczynie wyborne,
Sługo Pana najwyższego,
Żywy przykładzie cnót i mĘstwa,
Gorliwy pracowniku około zbawienia dusz ludzkich,
Głosicielu słowa Bożego,
Harfo dziwnej słodyczy,
Jezusa i Maryi prawdziwy czcicielu.
Naśladowco rad ewangelicznych,
Miłośniku krzyża i umartwienia,
Wzorze pokory i cierpliwości,
Wzgard zicielu próżności świata,
Wizerunku pokuty i świątobliwości,
Hozjemco niezgody i nienawiści,
Lilio czystości,
Skarbie dobrych uczynków,
Pomocniku pokutujących,
Pocieszycielu smutnych i strapionych.
Wspomożycielu ubogich.
Wzmocnienie pracujących,
Ucieczko w niebezpieczeństwie będących.
Przewodniku błądzących,
Uzdrowienie chorych,
Lekarzu wzrok przywracający,
Podporo chorych,
Pogromco czartów,
Ojcze osierociałych,
Narzędzie dzieł cudownych,
Nadziejo rozpaczających,
Pomocy w trudnych sytuacjach,
Zaszczycie narodu polskiego,
Patronie do ciebie się uciekających,

Antyfona: Błogosławiony Stanisławie, tyś Zbawiciela widziales na jawie i Matkę. Jego Boga Rodzice, proś Go za nami, by na dziedzińce nas w niebo wprowadził i w wiecznej chwale przy Tobie posadził.

A. Módl się za nami błogosławiony Stanisławie.

V. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się
Goracy Ran Jezusowych i krzyża Jego miłośniku, wierny sługo Boży Stanisławie, spraw to u Boga, prosimy cię, abyśmy za twoją przyczyną, ranami Jezusa odkupieni, szczęśliwość wieczną w niebie otrzymali i widzeniem Boga na wieki z Tobą weselić się mogli. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.


2. Wezwania litanijne (II)

Błogosławiony Stanisławie Kazimierczyku, módl się za nami!
Wierny naśladowco życia apostolskiego,
Prawdziwy czcicielu ran ukrzyżowanego Zbawiciela,
Ozdobo ludu naszego.
Nowa latorośli zakonu kanoniczego.
Naczynie wybrane przez Boga,
Sługo Pana najwyższego,
Żywy przykładzie cnót chrześcijańskich,
Gorliwy pracowniku nad zbawieniem dusz ludzkich,
Żarliwy głosicielu Slowa Bożego,
Prawdziwy czcicielu Jezusa i Maryi,
Wierny wykonawco rad ewangelicznych,
Miłośniku krzyża i umartwienia,
Wzorze pokory i cierpliwości,
Wzgardzicielu próżności świata.
Wzorze świątobliwości,
Siewco zgody i miłości,
Czystości przykładzie,
Skarbie dobrych uczynków.
Przewodniku pokutujących,
Pocieszycielu smutnych i strapionych,
Opiekunie ubogich,
Ucieczko w niebezpieczeństwie będących,
Wzmocnienie pracujących,
Przewodniku błądzących,
Uzdrowienie chorych,
Lekarzu wzrok przywracający,
Podporo chromych,
Pogromco czartów,
Opiekunie sierot,
Narządzie dzieł cudownych,
Nadziejo rozpaczających,
Patronie do ciebie sio. uciekających,
Chlubo naszego narodu,
My, grzeszni, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie, Abyś nam pełne zdrowie duszy i ciała dać raczył, wysłuchaj n.P.
Abyś nas od wszelkiego niebezpieczeństwa i zła wybawić raczył, wysłuchaj n.P.
Abyś nam lepsze poznanie nauki Chrystusowej udzielić raczył, wysłuchaj n.P.

Módl się za nami błogosławiony Stanisławie Kazimierczyku,
Abyśmy się. stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się

Boże, który przyobiecałeś pokornym, że będą wywyższeni, a tym, co nauczają innych, jak żyć sprawiedliwie, że jaśnieć będą w wieczności jak gwiazdy na firmamencie, racz wywyższyć Sługę Twego błogosławionego Stanisława Kazimierczyka i policzyć go w poczet Twoich świętych. Nam zaś ufającym w jego wstawiennictwo u Ciebie udziel łask, o które prosimy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

3. MODLITWY ROŻNE
Błogosławiony Stanisławie Kazimierczyku, gorący ran Jezusowych i krzyża Jego miłośniku, wierny sługo Boży, spraw to u Boga, prosimy cię, abyśmy za twoją przyczyną, ranami Jezusa odkupieni, widzeniem Boga na wieki z tobą weselić się; mogli. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Prosimy Cię, wszechmogący Boże, przez przyczynę błogosławionego sługi Twojego Stanisława Kazimierczyka, racz nam Twego miłosierdzia łaskawie udzielić, żebyśmy od grzechów naszych uwolnieni, ze wszystkich też niebezpieczeństw duszy i ciała oswobodzeni być mogli. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Nieskończony w dobroci i wszcchmocności Boże, którego miłosierdzia skarb jest nieprzebrany, majestatowi Twemu za dary nam dane, których nie jesteśmy godni przy naszych grzechach, dzięki czynimy. Postawiłeś przed oczy nasze wybranego bł. Stanisława Kazimierczyka, sługę Twego, jako zwierciadło cnót i doskonałości, daj nam grzesznym, ażebyśmy dostateczny przykład na duszy i na sercu z niego wyrazili, aby patrząc na jego uczynki, za ich przykładem idąc, drogą tą, którą on postępowal do błogosławieństwa wiecznego, za nim trafili i z ciemności grzechów na światło prawdy za jego przyczyną wyszli. Dałeś nam tego pobożnego kapłana za potężną podporą, nam, którzy nie ufając własnym siłom, za jego wstawiennictwem osiągnęli to, o co prosimy. Prosimy miłosiernej łaski Twojej, Stwórco najwyższy, Boże zastępów, dajże za przyczyną jego i pokorną jego modlitwą do Ciebie, abyśnmy miłego pokoju, zdrowia, laski i pomyślności od Ciebie zażywali, a po śmierci abyśmy żywot wieczny za doczesny otrzymali. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.


Boże, który Zakon Kanoników Regularnych św. Augustyna i miasto Kraków ozdobiłeś wspaniałymi zasługami bl. Stanisława Kazimierczyka, spraw prosimy, aby on orędował za nami przed Twoim tronem teraz i w godzinę naszej śmierci. Jego bowiem raczył nawiedzić w godzinie śmierci Pan nasz Jezus Chrystus ze swoją Matką, Najświętszą Dziewicą i św. Stanisławem, biskupem i męczennikiem. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

4. HYMN

O błogosławionym Stanisławie Kazimierczyku

Trójcy świętej wielbicielu.
Kwiatu czystości czcicielu,
Przykładzie posłuszeństwa.
Z płaczem proszę, Stanisławie,
Racz być ze mną w każdej sprawie.
Pochodnio nabożeństwa.
Skłoń Boga twymi prośbami,
By władał mymi zmysłami,
Serce ku tobie podnoszę.
Żebym za twoim wstawieniem,
Wiecznie cieszył sic zbawieniem,
Obrońcą bądź mi, proszę.
Kaznodziejo, spowiedniku,
Gorący cnót miłośniku.
Perło droga skromności.
Oddal myśli niegodziwe,
Serce w cnocie spraw żarliwe,
Daj dar wstrzemięźliwości.
Utwierdź chwiejące się zmysły,
Nieprzyjaciół zniszcz zamysły,
Pogrom czartowskie złości.
Gniew ujarzmij wędzidłami,
Pokój niech świeci nad nami,
Oddal precz przeciwności.
Mieszkańcze grona wybranych,
Spojrzyj na nas zapłakanych,
Uproś z grzechów powstanie.
Byśmy nadzieją żyli,
Nasze błędy poprawili,
Spraw łaski odzyskanie.
Pociągnij nas przykładami,
Byśmy cnót naśladowcami
Twoich byli na ziumi.
Niech żyjem w miłości,
w zgodzie,
Przewrotność niech nas nie zwiedzie.
Wspieraj, bośmy słabymi.
Pochodnio cnót gorejąca,
Drogą pewną wskazująca,
O jutrzenko na niebie.
Jasność twej świątobliwości
Niech nas broni od zdrożności,
Piekło nas nic pogrzebie.
Światłem bądź żywota tego,
Potem do nieba górnego
Zaprowadź moją duszę.
Gdzie sobie wraz z niebianami
Wiecznie Boga czcić pieniami
Lubo niegodny tusze.
Amen.


5. HYMN II

O błogosławionym Stanisławie Kazimierczyku

Zawitaj mężu w pobożności stały,
W społecznym życiu apostolskim trwały.
Błogosławiony ojcze Stanisławie.
Przez cię ojczyzna niech powitanie w sławie.
Jasna pochodnio życia duchownego,
Uproś za nami Boga wszechmocnego,
Byśmy w grzechowe nie wpadli zdrożności,
Które prowadzą w piekielne ciemności.
Bóg, który Panem na szerokim niebie,
Ten na tej ziemi umiłował ciebie,
Wstaw się. do Niego, byśmy wstali z złości,
Zjednaj moc słabym, chowaj z pobożności
Mocna forteco królestwa polskiego,
Tyś jest ozdobą i obroną jego.
Spraw, by od głodu, powietrza i wojny
Byliśmy wolni, mieli czas spokojny.
Niech kwitnie miłość, wiara chrześcijańska,
W tym państwie naszym, cnota, miłość Pańska.
Błogosław wszystkim, by naśladowali
Ciebie w tych cnotach i w nich się kochali.
Wielki lekarzu w chorobach śmiertelnych,
Racz dać ratunek, wspomóż twych sług wiernych.
Ci, którzy twojej modlitwy wzywają,
Niech się z pociechą do domów wracają.
Nas wszystkich, prosim, w tej północnej stronie
Chowaj, patronie, w swej świętej obronie.
Pogrom pogany, wyrwij nas z niemocy,
Od Boga przez cię wzywamy pomocy.
Zabiegaj wrogom koronnym a w niebie
Zjednaj u Boga miejsce wedle siebie.
Mamy nadzieje, i tę wiarę k'temu,
Ze nas zalecisz Bogu przedwiecznemu.
Cześć, chwała Bogu niech zawsze stąd będzie,
Niech Go wychwala wsze stworzenie wszędzie,
Który nam ciebie tu raczył darować.
Proś, by narn też dał i w niebie królować.